O nas - Certyfikowane Luksusowe Wiedzmy
53029
page-template,page-template-full_width,page-template-full_width-php,page,page-id-53029,page-child,parent-pageid-51705,eltd-core-1.0.3,woocommerce-no-js,ajax_fade,page_not_loaded,,borderland child-child-ver-1.0.0,borderland-ver-1.15, vertical_menu_with_scroll,paspartu_enabled,paspartu_on_bottom_fixed,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.7,vc_responsive

O sushi, szarym dywanie i muzyce

O nas

Łączy nas bardzo wiele: miłość do tańca, dobrego jedzenia i śmiania się do rozpuku.

 

Ciekawość świata, otwartość serca i potrzeba zmieniania siebie.

 

Obie kochamy naturę i choć mieszkamy daleko od siebie, to zawsze czujemy swoją obecność.

Tworzymy wiedźmy, bo

życie jest za krótkie, żeby z niego nie korzystać,

 

każda z nas przeszła drogę od samotnej, przepraszającej, że żyje dziewczyny, z poczuciem, że jest gorsza i musi sobie zasłużyć żeby ktokolwiek ją lubił, do świadomej własnej wartości kobiety, która cieszy się życiem, podejmuje ryzyko i czuje się jednocześnie silna i miękka, 

 

chcemy się podzielić wiedźmińskimi sposobami, które odkryłyśmy i jesteśmy przekonane w 100 %, że działają,

 

bo kierujemy się zasadą “always challenge the status quo”,

 

bo wiemy, że jest możliwe żeby rozpływać się w przyjemności bycia sobą

 

bo marzymy o kobietach z mocnym poczuciem własnej wartości i wysokim współczynnikiem wiedźmiństwa.

Luksusowe Wiedźmy to projekt naszego życia

Wszystko co zrobiłyśmy do tej pory doprowadziło nas do wiedźm. Oprócz naszych doświadczeń, wiedzy i wspólnego marzenia o świecie wspaniałych kobiet wiedźm nie byłoby bez:

 

campingu nad jeziorem genewskim
muzyki, puszczanej bardzo głośno
szarego dywanu w mieszkaniu Marii
litrów wegańskiej gorącej czekolady
Youmiko Sushi w Krakowie
kromek chleba z solonym masłem
choreografii do piosenki “Falling”.

 

Wiedźmy to dla nas ogromna przygoda i dopiero początek.

 

4745

godzin płakania ze śmiechu

162

zjedzone kawałki sushi

206

kromek chleba z solonym masłem

Uwielbiamy być

WIEDŹMAMI

MARIA KULA

Lubię się czuć dobrze w swojej skórze, w sobie. Latami brakowało mi tego poczucia: że jest dobrze ze mną tak, jak jest. Że nie muszę być inna, chudsza, ładniejsza, mądrzejsza, ale też mniej odważna, głupsza – bo inaczej faceci się mnie boją. Już wiem, że nie muszę być inna, mogę być taka jaka jestem, że wszystko jest ze mną w porządku. Że jestem wystarczająca.

Zabrało mi to wszystko trochę czasu, wiele lat szukania siebie, odpowiedzi na pytania co zrobić, żeby czuć się tak jak chcę. Bo pytałam zawsze. Szukałam odpowiedzi w sobie i u innych. Nie byłabym tu gdzie jestem gdyby nie tańczenie, gdyby nie praca z ciałem, gdybym nie biegała nad Wisłą krzycząc brzydkie słowa, gdybym nie wylała morza łez. Nie byłabym tym kim jestem gdybym tyle razy nie wyjechała w samotną podróż, gdybym nie skakała na główkę w przepaść życia, jeździła autostopem i spotykała cudownych ludzi, mieszkała w Kurdystanie, gdybym nie ryzykowała i nie ufała sobie i światu. Nie umiałabym się tak cieszyć, życie nie byłoby teraz dla mnie takie soczyste, każdy tydzień nie trwałby miesiąc, wszystko nie sprawiałoby mi takiej przyjemności.

 

Bo ja uwielbiam moje życie.

 

Lubię mieszkać w Krakowie, lubię z stąd wyjeżdżać, bo ciągle mnie nosi. Każda podróż jest dla mnie odkryciem nowego kawałka siebie, sięgnięciem głębiej. I każde miejsce, które odwiedzam, ludzie, których spotykam jest dla mnie inspiracją i zostawia we mnie ślad. Moja ciekawość świata jest niezaspokojona i choć za każdym razem, kiedy pakuję plecak i jadę w nieznane, często bez planu gdzie będę spać i co będę robić, denerwuję się i słyszę głos w mojej głowie “po co ci to, lepiej zostań na kanapie”, nigdy nie zrezygnowałam.

 

Moje pragnienie żeby odkrywać świat i siebie jest większe niż mój strach.

 

Każda z tych podróży przyniosła mi coś nowego, coś ważnego. I to, co jest dla mnie w tym wszystkim najważniejsze, to zaufanie do świata, do tego że spotkam właściwych ludzi, że kosmos się mną zaopiekuje, że wyląduję na cztery łapy i spotkają mnie cudowności o jakich nie śniłam. I to się wydarza. Lubię myśleć, że przygoda czai się za rogiem.

 

Lubię to, że 6 lat temu, kiedy wyrzucili mnie z wydawnictwa, miałam odwagę powiedzieć sobie, że etat jest nie dla mnie i na przekór wszystkiemu wymyślić sobie pracę. Zupełnie od zera stworzyłam dla siebie zawód, który widziałam w filmach amerykańskich. Nie mając pojęcia o marketingu zebrałam bazę klientów i to czego najbardziej nauczyłam się prowadząc biznes, to jak bardzo ważne jest dla mnie bycie autentyczną. Przez ostatnie 4 lata prowadziłam swoją działalność, uczyłam pisania na warsztatach i kursach, pracowałam z pisarzami, wymyśliłam i prowadziłam Szkołę Pisania Powieści. Spotkałam się z kilkoma setkami osób piszących lub chcących pisać. Moje rozmowy z nimi nie zawsze dotyczyły pisania, czasami też ich kłopotów z twórczością czy braku pewności siebie. Zaczęłam prowadzić warsztat o perfekcjoniźmie, który jako była perfekcjonistka znam od podszewki. I w którymś momencie poczułam, że coś mnie woła, że chcę więcej, dalej.

Powiedziałam dla żartu do siostry, że od teraz będę wiedźmą. Certyfikowaną Luksusową Wiedźmą. Teraz, dwa lata później, dzielę się z tym i mówię to głośno. Chcę się tym dzielić, chcę, żebyś też miała poczucie, że jest fajnie, żebyś żyła pełnią. Bo każdy może.

 

Chciałabym, żebyś też mogła powiedzieć: życie jest moim hobby.

AGA PLATA

Wierzę że wszystko czego potrzebujemy, cała nasza droga życiowa jest w nas, w naszym ciele. Naszym zadaniem jest siebie usłyszeć.

 

Jestem w stu procentach pewna, że jest w nas więcej mocy niż nam próbują wmówić. Przy magicznych narodzinach moich dwóch synów sprawdziłam to na własnej skórze. Poczułam wtedy taką moc i odwagę, o jakiej mi się wcześniej nie śniło. Uwierzyłam absolutnie mojemu ciału, które dokładnie wiedziało co robić. Nikt mnie do tego specjalnie nie przygotowywał. Uratowały mnie lata tańca, afrykańskiego, samby, salsy, candomblé, otwierania bioder i serca, czucia ziemi pod stopami.

Kiedy urodziłam mojego pierwszego syna poczułam, że czas na zmianę nie jest jutro, za rok, ale teraz, w tym momencie, bo jestem przez cały czas na talerzu, na scenie, a nie ma bardziej wyczulonego na nieautentyczność widza niż własne dziecko. Zrozumiałam, co to tak naprawdę znaczy stać się dorosłą, czuć się za siebie odpowiedzialną i że dzieci potrzebują rodzica autentycznego i z głębokim poczuciem własnej wartości.

Uwielbiam proste życie. Przez kilka lat mieszkałam w ekologicznym wozie cyrkowym, który zbudowałam z moim partnerem, przepłynęłam setki kilometrów małą łódką wiosłową. Wtedy tak naprawdę poczułam, jak wspaniałe jest życie w jego prostocie i w bliskości z naturą. Odtąd zawsze chcę sięgać głębiej, do źródła, gdzie mieszkają te najbardziej proste i wspaniałe rzeczy. Żeby tam trafić, obieram życie z warstw historii i przekonań, które nas najmocniej blokują. Ale odkrywanie najprostszych rzeczy bywa czasami najtrudniejsze. Dlatego tak bardzo zafascynowała mnie Virginia Satir, pionierka systemowej terapii rodzinnej, która dla mnie osiągnęła w tym szukaniu mistrzostwo. Zostałam terapeutką i coachem jej metody i pracuję z klientami w Niemczech i w Hiszpanii. Terapeutka czy coach są dla mnie tylko umownymi etykietami. Jestem tak bardzo przekonana o wartości i wewnętrznej mądrości każdego człowieka, że moją rolę widzę w kreowaniu przestrzeni do rozwoju i wspieraniu tych, którzy chcą w życiu dosięgnąć ich najwspanialszego potencjału, rozpalić wewnętrzny ogień. Pomagam im otworzyć wszystkie zmysły, żeby mogli dostrzec i odkurzyć ukryte w nich skarby i żeby w tej obecności delektowali się życiem.

 

Taniec i muzyka codziennie mnie ratują, odkrywam ciałem moją wewnętrzną prawdę i chcę tym zarażać innych.

 

Kiedy prowadzę warsztat tańca świadomego, czuję się spełniona. Chwile największej pełni w życiu przeżywam na parkiecie, w naturze i patrząc w oczy moich synów. Kiedy czuję zapach wilgotnego mchu czy wieczornego jeziora, kiedy siedzę w łódce, czuję, że wracam do domu. Ale nie zawsze tak było.

Przez wiele lat przeglądałam się w lustrze innych kultur, mieszkałam w różnych miejscach świata. Ciągle mi czegoś brakowało i czegoś szukałam. Pracowałam w instytucji kulturalnej w Berlinie, aż odkryłam, że jest coś więcej nich szufladki, które nam oferuje społeczeństwo.

 

Szukałam siebie za Oceanem i odnajdywałam w sobie, podejmowałam ryzyko, by przekraczać każdego dnia własne granice.

 

Szukałam duchowości w egzotycznych tradycjach, ale odkryłam ją własnymi stopami na parkiecie i w zapachu ziemi.

Kiedy myślę o raju, przypominam sobie mój pierwszy dzień w Meksyku. Weszłam do baru, gdzie na żywo grała orkiestra salsy, 20 mężczyzn w białych garniturach, grało, śpiewało i tańczyło, a parkiet był pełen wirujących tancerzy. Stanęłam w progu i poczułam, że mogę już umrzeć.

zostań wiedźmą

WYŚLEMY CI LIST

Wyzerowanie Hasła
Proszę wprowadź swój adres e-mail. Otrzymasz nowe hasło na maila.